wtorek, 15 kwietnia 2014

Początek wszystkiego.

...
 -Halo???
 -Cześć pedale, gdzie jesteś? 
 - W drodze.
 -Coś więcej?
 -Siedzę w 6 (tramwaj), za chwilę będę na Wojska Polskiego, bo na światłach stoję.
 -O, stary, to dobrze. Bo sprawa jest i Cię potrzebuję...
 -Co znowu?
  -Bo znajomy potrzebuje towa...
  -Stary, nie mogę! Mam 51% nieobecności w szkole, muszę chodzić, grozi mi wyrzucenie, dziś nie mogę...
  -Jak to kurwa nie możesz?! Potrzebuję Cię! I masz kurwa być za 15 minut obok Biedronki. -przerwano połączenie-
 Janek wysiadł z tramwaju i przez pięć minut myślał, co zrobić. Po namyśleniu się, postanowił iść do szkoły... Ale jego plany nie wypaliły, za przejściem dla pieszych dorwał go Arek z znajomymi.
 -Oj Januś, Januś, czy ty serio po polsku nie rozumiesz?
 -A Ty?! Jak nie przyjdę do szkoły to mnie wypierdolą! ZROZUM BARANIE! -Arek popchnął Jana na ścianę budynku-
 - Słuchaj, masz dwa wyjścia, albo idziesz ze mną i sprzedamy ten towar, albo się nie zgadzasz i twoja mamusia będzie musiała Cię odwiedzić w szpitalu. Moi koledzy się już o to postarają, więc lepiej przemyśl to jeszcze raz. 
   -No dobra! - Rzucił bez zastawienia Jan - Ale to będzie szybka akcja, bo muszę być w szkole.
   -No widzisz? Można? Można! -z lekkim uśmiechem an twarzy wypowiedział Arkadiusz-
   - Ale na 9:15 mam być w szkole...
   -Dobra, kurwa nie sraj, sam Cię pod nią zawiozę.
   -Ale na pewno? 
   -Przyrzekam na swoją matkę.
   -Ale twoja matka nie żyję, sam ją zajebałeś...
   -No właśnie -W tej chwili czoło naszego bohatera zalał pot-
   -Dobra, no to jedziemy, nie ma czasu do stracenia.
Cała czwórka wsiadła w czarnego golfa IV i pojechali, ale po drodze Arek stwierdził, że jest głodny i mogliby wpaść do MC.
  -Kurwa, serio?! -wykrzyczał "lekko" poirytowany Janek-
  -Od wczoraj nic nie jadłem, więc zamknij ryj i pilnuj auta.
  -Dobra! idź, ale sprężaj ruchy!
  -Co Ty taki agresywny się zrobiłeś Janku?
  -Bo mnie wkurwiasz, napadasz mnie w drodze do szkoły, grozisz mi, a teraz idziesz do pieprzonego Magtonalda! 
  -Dobra, dobra, rozumiem... Chcesz coś? -Jan groźnie spojrzał na Arka- Nie... Dobra, nie to nie. A wy? -jeden z tych debili z tyłu machnął ręką na znak, że nie są głodni- Dobra, nie to nie, sam zjem.
 -Spierdalaj już do tego jebanego MC, czas to pieniądz! -Arek wysiadł z auta i wszedł przez drzwi, nie było go 10 minut- Wiecie, gdzie ma być wymiana? -Jan nie doczekał się odpowiedzi- Dobra, nie musicie nic mówić... (pominę to całą drogę do miejsca, w którym ma dojść do wymiany)
    Auto zatrzymało się przy wielkim starym domu, z dużym ogródkiem, basenem. Brama wjazdowa się otworzyła, auto wjechało na wielki parking z żółto-czarnych kostek ułożone w szachownice, co wyglądało dość niecodziennie... Ale kto bogatemu zabroni?!
  -Janek, wysiadamy 
  -A oni? 
  -Co, oni? Oni zostają, żeby nic nie stało się z samochodem.
  -Aaa.. Czyli, że my idziemy a Ci idioci zostają w tym gracie?
  -Kurwa, tylko nie gracie... Te auto jest ze mną odkąd zacząłem się bawić w te całe dilerowanie. I będzie ze mną aż do śmierci.
  -Jesteś popierdolony... -Jan wyszedł z golfa- Kochasz to auto bardziej niż dziewczynę...
  -Bo moja dziewczyna to kurwa i się puszcza szmata, a moje auto mnie nie zdradza. -Na przeciwko rozmawiających John'a i Arka otworzyły się wielkie białe drzwi-
  -To On? -zapytał Jan-
  -Tak, to nasz kupiec. -Z domu wyszedł staruszek z bardzo radosnym wyrazem twarzy, jego młoda dziewczyna, ubrana w strój kąpielowy i dwóch ochroniarzy-
  -Teraz Ty siedzisz cicho, a ja będę mówił -Burknął pod nosem wielki pan Diller- Jan był bardzo niespokojny, ale starał się tego nie okazywać, bo to mogłoby znaczy, że towar jest słaby... mogło to znaczyć, że coś ukrywa...
  -Wita... -Staruszek natychmiast przerwał-
  -Dobra, przejdźmy do rzeczy, bo plecy mnie bolą, a czasu nie mam. -Arkadiusz pobiegł do auta, otworzył bagażnik, wyciągnął wielką czarną reklamówkę... Chyba wiadomo co było w środku- Zapraszam do środka -powiedział-
 -Do domu -Zapytał Jan- Ale... Ale... Ja -Wzrok Arka mówił "Nie radzę odmawiać- Do domu, ok, nie ma sprawy, dobra... Do domu... -Weszli przez wielki garaż. Sam garaż był trzy razy większy niż pokój Janka, który nie ukrywał, że jest zafascynowany pomieszczeniem- Zajebisty! Też chciałbym taki mieć! -wykrzyczał podniecony jak nigdy Janek- 
 - Hahahahahahahahahahaha -Właściciel domu zaczął się śmiać- Może kiedyś się dorobisz!
 -Chciałbym -burknął Januś- 
 -Możemy przejść do wymiany -zapytał grzecznie Arek-
 -Tak, tak. Już! Zyguś, przynieś towar! -posłał jednego z goryli po... narkotyki...- Ile tam masz? Hę?
 -10 koła
 -10 koła? Mało trochę, mało...
 -No co ja poradzę, auta się nie sprzedają...
 -Darek...
 -Arek!
 -Dobra, Darek, słuchaj... Umawialiśmy się an 15 tysięcy...
 -No prawda, ale...
 -Ale...
 -No auta się słabo sprzedają.
 -Kurwa, a jak Ci nie stanie przy dziewczynie to powiesz jej, że nie jest wystarczająca na to żeby stanął Ci ten mały ptaszek?!
 -Nie...
 - Dobra, nie wkurwiaj mnie, bo jestem już zdenerwowany! -Staruszek otworzył bagażnik swojego Mercedesa, w którym była masa białych tabletek i proszku- 10 tysięcy... dwa worki aspiryny  i worek proszku do pieczenia -rzucił żartobliwie klient-
 - Dobra -Arek chyba był zawiedziony i liczył na więcej towaru- Dobra!
       Wymiana idzie całkiem nieźle, dwaj debile pojechali autem, Olaf  (tak nazwałem kolesia z wielkim garażem i ostrą laską) załadował co miał załadować do golfa, a ten kretyn Aruś dał pieniądze. Czas też był całkiem, całkiem. Miałem jeszcze godzinę do rozpoczęcia lekcji. Tak, wiec wyjechaliśmy na ulicę, gdy przed nami wyrósł radiowóz. Spanikowany Arek wycofał, ale z tyłu  była tylko zamknięta brama wjazdowa, więc spróbował wyminąć wóz policyjny, ale mu się nie udało. Zderzyliśmy się, trzeba było wyjść z auta i uciekać na pieszo, ale nie było gdzie... Jan znajdował się w dzielnicy, gdzie nie było parku, krzaków... Wszędzie tylko beton i asfalt. Ale wszyscy biegli ile tylko było sił w nogach i na ile pozwalały płuca. Ale za rogiem czaili się antyterroryści, Jan staranował jednego. Ale to na nic! Jego próbę ucieczki udaremnił paralizator. Jan padł na ziemie i zaczął się trząść, jakby dostał ataku padaczki. Obraz w ochach bohatera zaczął zanikać, czuł tylko jak ktoś zakuwa go w kajdanki i podnosi go z ziemi...