... Tak ich słucham i zastanawiam się, czy to studio, czy psychiatryk, bo ściany są białe, mało okien, a jak jest jakieś to już z kratą. To pewnie tak w razie czego, jakby Chester miał ochotę wyskoczyć przez okno... Nie no, jaja sobie robię, Chester prędzej by je wysadził. Przypomniało mi się jak byliśmy z chłopakami na urlopie w Indiach... Co, co się dzieje?! Czemu Brad wychodzi?! I czemu zabiera moją czapkę z daszkiem, którą dostałem na urodziny od mamy?!
- Brad! Wróć się, to moja czapka. Co ty sobie wyobrażasz?! I wychodzisz, a się ze mną nie pożegnasz. Ładnie to tak?
- No, przepraszam stary, ale śpieszę się. Serio, nie mam czasu, później ci wytłumaczę. A, czapkę pożyczam, ale oddam. W jednym kawałku, przynajmniej się postaram!
Kurde, to już trzecia czapka w tym tygodniu. I trzeci raz tak znika, a gdy wraca to bez czapki. Nie wiem co się z nim dzieje. Cały dzień siedzi cicho, a nagle się zrywa i wybiega. Chester, on też nie lepszy. Ostatnio pożyczył sobie ode mnie piłę łańcuchową, oddał. No, ale tępą. Nie wiem co on ciął, Beton czy znaki drogowe, bo jak oddawał nic nie powiedział. Tylko Joe i Rob sobie nie nagrabili. Oni są nawet ostatnio zbyt mili. Po tym jak Joe wysmarował mi siedzenie w samochodzie masłem orzechowym i spuścił powietrze w tylej oponie... Chyba zrozumiał, że kolejny wybryk może kosztować go życie. O, o wilku mowa! Jak zwykle, wchodzi z żarciem. Co... co on ma?! Lazania, nie pamiętam, kiedy ostatnio jadłem lazanie.
Rob: Co tam masz?
Joe: Papu
Chester: Papu powiadasz?!
Rob: A ten tylko je i je.
Joe: Ej! Mówisz na mnie, a sam nie jesteś lepszy. Jak ostatnio byliśmy w barze mlecznym, to...
Rob: Zamknij się! To tajemnica!
Joe: To zjadł 10 talerzy zupy mlecznej!
Chester: Ha! wiedziałem, że nie wytrzymasz na diecie! Cienias! Hahahahahahaha. Wyskakuj z dychy!
Rob: Już nie żyjesz!
Chester: Nie gadaj, tylko dawaj!
Joe: No właśnie. I wisisz mi za burgera, co kupiłem Ci na stacji paliwowej.
Chester: Oj, Robcio, Robcio. Ciekawe co powiesz lekarzowi.
Rob: Nie moja wina! To jedzenie tak pachnie!
Joe: Tak, tłumacz się.
Ja: No właśnie, a brzuszek rośnie, powiem więcej. Ostatnio zastanawialiśmy się z Mike'iem czy nie jesteś aby w ciąży.
Chester: Chyba z lodówką i tosterem.
Rob: Dzięki! Wielkie dzięki!
Joe: Nie ma za co.
Chester dostał wiadomość.
Chester: Dziewczyny, nie zgadniecie!
Joe: Dostałeś wiadomość?
Chester: Skąd wiedziałeś?!
Rob: Masz włączony dźwięk w telefonie.
Ja: Otóż to.
Chester: Zgadnijcie kto napisał!
Rob: Mike?
Chester: Nie, to wiadomość o tym, że kończy mi się ważność konta.
Joe: Co?
Ja: Też tego nie rozumiem.
Chester: Dobra, macie racje. To Mike.
Ja: No i co?!
Chester: Pisze, że jest na zewnątrz. I, żeby Rob nic nie jadł. Bo idziemy na kolację.
Rob: Fajnie. Nawet Mike.
Chester: I pisze, że mamy wszyscy wyjść na dwór.
Joe: Po co?
Chester: Bo kupił nową kanapę.
Joe: No i co?
Chester: Musimy ją jakoś wnieść?
Rob: Czemu my?
Ja: Ty zajmij się żarciem. A robotę zostaw nam.
Rob: Nie. Pomogę wam.
Joe: Tak, i znów będziesz płakał, że bolą cię plecy?
Rob: No bo bolą!
Chester: Bo kurwa jesz za dużo!
Rob: No i dobrze, przynajmniej nie jestem chudy! A tak w ogóle to dziewczyny lubią postawnych facetów.
Joe: Przypakowanych, a nie grubych.
Rob: Jeszcze słowo! A wsadzę Ci pałeczki tak głęboko, że wyjdą Ci nosem!
Joe: Dobra. Przekonałeś mnie.
Chester: To będziemy tak gadać, czy idziemy wnieść tę pieprzona kanapę?
Ja: No właśnie!
No to idziemy, ale coś mi nie pasuje. Bo Mike'a nie ma cały dzień, Brad wychodzi, tu coś śmierdzi, a Joe nie pierdnął. Chyba nie.
-Joe?
-Tak?
-Puściłeś bąka?
-Nie.
No, tak myślałem. Ale.. chwila... Nie! Mike, co on ze sobą przytargał?!
Chester: Co to do cholery jest?!
Mike: Kanapa?
Chester: Widzę, ale co, jak, do cholery, jaki ona ma kolor!
Mike: Różowy.
Chester: No właśnie różowa kanapa w jakieś konie.
Otis: Koniki.
Chester: Koniki?!
Mike: Koniki.
Anna: Tak, koniki. Piękna nie prawda?
Chester: Czy ja coś mówię? Nie, będziemy mieli w studiu różową kanapę w koniki. Mi pasuje,a wam chłopaki?
Joe: Mam być szczery?
Mike: Lepiej nie.
Joe: Bardzo ładna ta kanapa.
Ja: Nie, no ja powiem tak. Odlotowo, pasuje do naszego stylu gry. Ostry.. No... Wiecie?!
Chester: Zajebi...
Mike: Chester, Otis..
Chester: Zajeiknsaije, kanapa jak kanapa.
Joe: Mike, musisz być z siebie zadowolony.
Mike: I to jak.
Anna: Dobra, kochanie. Musimy lecieć.
Mike: No właśnie chłopaki, muszę lecieć.
Ja: Ale, dopiero.
Anna: Kochanie...
Mike: No, wiesz FiFi...
Ja: Rozumiem.
Nagle wpadł Brad w przebraniu konia. Zgadnijcie...
Brad: O cześć Mike!
Mike: Cześć :)
Otis: Wujek Brad Konik!
Brad: Fajne przebranie nie, młody?
Otis: Tak, Zajeiknsaije.
Anna: Chester. Zabiję Cię.
Chester: Czyli, że! Joe. Biegnij do auta. Odpal silnik.
Joe: Po co?
Chester: Leć, masz kluczyki!
Mike: Brad, mówiąc koń, miałem na myśli prawdziwego konia!
Brad: A, ja myślałem, że.. I, Boże..
Mike: Dobra chłopaki. Brad, wyskakuj z wdzianka i pomóż wnieść wyrko do środka, a tak... Gdzie Rob?
Ja: Chyba twoje papu już...
Joe: Wiem. Dlatego zjadłem po drodze.
Mike: O co...
Joe: Nie ważne.
Brad: Dobra, to co wnosimy?
Chester: To ja, może... Pójdę już do środka zrobić miejsce?
Anna: Może, lepiej tak zrób.
Mike: No to chłopaki, trzy... czte... ry!
Dobra, kanapa wniesiona. Ale, gdzie jest Rob, nie ważne, nie chcę wiedzieć. Już dość niespodzianek na ten dzień.
Mike: Fifi! Coś Ty zrobił z moją gitarą!
O cholera! Tak właśnie wygląda nasze codzienne życie, może nie tak dokładnie, ale... no. To my, cała magiczna szóstka, albo po prostu Linkin Park.
Mike: Czemu ta gitara, jest cała pogryziona?!
Koniec
"Ja: No właśnie, a brzuszek rośnie, powiem więcej. Ostatnio zastanawialiśmy się z Mike'iem czy nie jesteś aby w ciąży.
OdpowiedzUsuńChester: Chyba z lodówką i tosterem." MISZCZ XDDDD
"Brad: Fajne przebranie nie, młody?
OdpowiedzUsuńOtis: Tak, Zajeiknsaije.
Anna: Chester. Zabiję Cię."
BOSKIE xDD Cały rozdział przeleżałam na podłodze xD Mistrz xD
dziękuję :) cieszę się, że się podobało.
Usuń